***

4 marca 2011 roku zmarł Pan Czesław Pilnicki - wieloletni nauczyciel XLVII Liceum Ogólnokształcącego im. Stanisława Wyspiańskiego,Wychowawca wielu pokoleń młodzieży, mentor młodych nauczycieli, wielbiciel poezji romantycznej i opery,człowiek wielkiego serca i wspaniałego poczucia humoru.
Uroczystości pogrzebowe odbyły się 9 marca 2011 r. o godz. 13.00 w Łomży

 


 

Wspomnienie o profesorze Czesławie Pilnickim

Idziesz przez świat i światu dajesz kształt przez twoje czyny

     Nie każdy może powiedzieć, że swoim życiem ukształtował postać świata, wszakże te słowa Stanisława Wyspiańskiego, patrona naszej szkoły, można odnieść do życia zmarłego, profesora Czesława Pilnickiego. Profesor Czesław Pilnicki był obecny w moim życiu znacznie wcześniej niż w roku 1990, kiedy podjęłam pracę w XLVII LO przy ul. Międzyborskiej, tak jak był obecny w życiu wielu młodych ludzi mieszkających na Grochowie: w latach 1966-68 uczył języka angielskiego moją starszą siostrę Grażynę, która do tej pory wspomina go z czułością. W latach osiemdziesiątych często słyszałam o nim różne anegdoty opowiadane przez moich przyjaciół - rówieśników uczęszczających do Wyspiana. Z ich opowieści wyłaniał się obraz łagodnego człowieka, który często padał ofiarą różnych uczniowskich psikusów, zawsze wszakże mówiono o nim nie tylko z uśmiechem, ale i z szacunkiem. Od roku 1990 staliśmy się z profesorem Pilnickim, kolegami z pokoju nauczycielskiego, wtedy zrozumiałam sens tych opowieści.
     Czesław, zwany czule przez kolegów Pilnikiem, a przez uczniów Bonżurem, był (z trudem przychodzi mi mówienie o nim w czasie przeszłym) człowiekiem nietuzinkowym, o wyrazistej osobowości, której dawał wyraz w relacjach z ciałem profesorskim, jak i z uczniami, zawsze pozostając sobą - otwartym na problemy innych pasjonatem sztuki, w szczególności literatury romantycznej i XIX wiecznej opery, wykonującym z pasją swój zawód - nauczycielem.
     Pracę w naszym liceum podjął w 1956, w trzecim roku istnienia szkoły i pozostał w niej do końca swego życia zawodowego, przez prawie 44 lata, aż do zasłużonej emerytury, ucząc kolejne pokolenia wyspiańczyków języka francuskiego, potem angielskiego. Był też wieloletnim kronikarzem życia szkolnego, zwanym Koszałkiem Opałkiem. Mierzył się z trudami bycia wychowawcą licznych klas, pozostając zawsze w pamięci absolwentów, o czym świadczyć może wspomnienie najsłynniejszego wychowanka Profesora - wybitnego aktora polskiego Jerzego Radziwiłłowicza: Niewątpliwie pierwszą postacią, której nawet nie trzeba przywoływać, bo na hasło "liceum", pamięć sama ją podsuwa, jest nauczyciel, który szczęśliwie nam się trafił jako wychowawca, słynny Bonjour . Oficjalnie profesor Pilnicki. Bez żadnego wysiłku zdobył naszą sympatię, bo jak się wydaje, nic, co dotyczy tzw. procesu dydaktycznego, nie sprawiło mu trudności, jedyne, w co musiał wkładać wysiłek, to bycie groźnym. Kiedy czasem moim francuskim znajomym cytuję jego dewizę: "Angielski można znać, francuski znać trzeba"; mówią: "To jakiś rozsądny człowiek".
     Niech o uznaniu uczniów dla jego osobowości świadczy fakt, że został wybranych przez grono absolwenckie na nauczyciela     55-lecia liceum im. Stanisława Wyspiańskiego. Piękne w Czesiu było także to, że jako człowiek pełnokrwisty i prawdziwy, nie był pozbawiony ułomności i wad, ale nigdy poczucia humoru i dystansu do siebie samego, czemu dał wyraz, wspominając fragmenty programy studniówkowych w biuletynie wydanym z okazji 45lecia liceum. Napomknął wówczas, że bardzo zależało mu na popularności wśród uczniów:

Bo lubię, gdy czasami
Ktoś za moimi plecami
Wychwala w niebogłosy
Mój wdzięk i styl
Ja jestem bardzo łasy
Łasy na pochlebstw masy

                                             (Z programu Wojciecha Pieleckiego, 1966 rok)


Długo można by wspominać Pilnika i związane z nim anegdoty. Odeszła legenda Wyspiana, z nią kończy się w pewna epoka w historii tej szkoły. Na koniec, żegnając Cię Czesiu w imieniu całej społeczności szkolnej, pragnę Ci na tę drogę ku niebiańskim lewadom, przeczytać Ci fragment poematu Twego ukochanego Poety, którego darzyłeś namiętną i nieprzerwaną miłością od czternastego roku życia. Oto arcydzieło polszczyzny, Beniowski Juliusza Słowackiego:

Kto Cię nie widział nigdy, wielki Boże!
Na wielkim stepie, przy słońcu nieżywym,
Gdy wszystkich krzyżów mogilne podnoże
Wydaje się krwią i płomieniem krzywym,
A gdzieś daleko grzmi burzanów morze,
Mogiły głosem wołają straszliwym,
Szarańcza tęcze kirowe rozwinie,
Girlanda mogił gdzieś idzie i ginie;

Kto Ciebie nie czuł w natury przestrachu,
Na wielkim stepie albo na Golgocie,
Ani śród kolumn, które zamiast dachu
Mają nad sobą miesiąc i gwiazd krocie,
Ani też w uczuć młodości zapachu
Uczuł, że jesteś, ani rwąc stokrocie,
Znalazł w stokrociach i niezapominkach,
A szuka w modłach i w dobrych uczynkach,

Znajdzie - ja sądzę, że znajdzie - i życzę
Ludziom małego serca: kornéj wiary,
Spokojnéj śmierci. - Jehowy oblicze
Błyskawicowe jest ogromnéj miary!
Gdy warstwy ziemi otwartéj przeliczę
I widzę koście, co jako sztandary
Wojsk zatraconych, pod górnymi grzbiety
Leżą - i świadczą o Bogu - szkielety,

Widzę, że nie jest On tylko robaków
Bogiem i tego stworzenia, co pełza.
On lubi huczny lot olbrzymich ptaków,
A rozhukanych koni On nie kiełza...
On - piórem z ognia jest dumnych szyszaków...
Wielki czyn często Go ubłaga, nie łza
Próżno stracona przed kościoła progiem:
Przed nim upadam na twarz - On jest Bogiem!


Wierzę, że takiego Boga już spotkałeś!

                                                                 Warszawa - Łomża, 10 marca 2011

Dodała: Małgorzata Serwatka

Dziennik elektroniczny

Plan lekcji

Kalendarium

Logowanie