***

2 lutego 2013 zmarła p. Joanna Wiejak - nauczycielka języka niemieckiego, Przyjaciółka młodzieży, zawsze zaangażowana w walkę o dobro zwierząt.
Uroczystości pogrzebowe odbyły się 12 lutego 2013 w kaplicy pw. św. Ignacego przy Cmentarzu Komunalnym Północnym.

 


 Wspomnienie o Joasi Wiejak

dla Asi

 Z Asią łączyło mnie wiele („łączyło”, nieubłagana ostateczność czasu przeszłego) przede wszystkich miłość do zwierząt, do kotów zwłaszcza.

Asia należała do sekty kociarzy i zgadzała się całkowicie z sądem wyrażonym w wierszu Ryszarda Krynickiego:
Koty
Koty udały się panu Bogu
mawia czasem Wisława Szymborska
Niekiedy dodaje: tylko.
Niekiedy: najbardziej.

Ale jej miłość obejmowała wszystkie stworzenia, które cierpiały i nie mogły wyrazić tego cierpienia wyrazić, a najczęściej krzywdzone były przez istoty, którym nadano dumnie łaciński przydomek sapiens. Asia była ludzkim sumieniem, a jej uczucie nie miało charakteru deklaratywnego – potrafiła zaangażować nas do pomocy schroniskom, zmobilizować do wyciągnięcia starych koców, zebrania funduszy na karmę, do zrobienia karmnika dla ptaków, a czyniła to w sposób tak niewymuszony, że wszystkim nam to wydawało się to oczywiste.

Przygarniała porzucone zwierzęta, te, które niełatwo było kochać, bo były okaleczone, szczerze ją za to podziwiałam. Była wegetarianką bez potępienia tych, którzy jedli braci mniejszych. Podkarmiała mnie, wiecznie zapominającą, żeby przynieść sobie jakąś kanapkę, winogronami, papryką i pierogami ze szpinakiem.
Asia była też zaangażowanym w problemy swoich wychowanków pedagogiem, u mnie w domu mówiło się o takich natural born teacher. Podchodziła do pracy z pasją, równie mocno przeżywając sukcesy, jak i porażki. Popełniała błędy, jak każdy z nas, ale zawsze jej zależało na uczniach. To zaangażowanie przynosiło jej satysfakcję, ale też zmęczenie, dlatego zdecydowała się na roczny urlop.
Zmagała się z problemami zdrowotnymi, czasem z odrobiną czarnego humoru mówiła o swoich ograniczeniach, umiała też słuchać o kłopotach innych, dzięki niej miałam poczucie, że mogę porozmawiać o swoich własnych dolegliwościach. I dręczących nas demonach…
Obie też nieustannie zmagałyśmy się z własnym bałaganiarstwem, rywalizując o wielkość stosu papieru na naszych biurkach i wzajemnie z siebie podkpiwając, albowiem Joasia miała w sobie wspaniałe poczucie humoru i dystans do samej siebie.
Na koniec chciałabym specjalnie dla niej przytoczyć wiersz, który na pewno by jej się spodobał.

Jarosław Marek Rymkiewicz
Zimowy pogrzeb w Milanówku

Za jej trumną szły koty – ale niewidzialne
Koty ułomne oraz koty parafialne

Śnieżek kładł się na grobach bez większej ochoty
Szedł niewidzialny orszak – same zmarłe koty

Zapchlony Żółtek oraz szalony kot Bończa
Z jego ramion zwisała dziurawa opończa

Kot księżej gospodyni za nim kot poety
Niewidzialnie pachniały mielone kotlety

Kot w ostrogach kot Frajszyc w żółtym kapeluszu
Kot Połowa Ogona oraz kot Bez Uszu

Niesiono garnek z kaszą i wilgotne pranie
Kto umiera ten nie wie – co po nim zostanie

Półżywy kot Nazista oraz kot garncarza
Kto umiera ten nie wie – co mu się przydarza

I nie wie kto umiera – czy się przyda Bogu
Szedł kot Skurwiel ten który sika mi na progu

Kot Utopiony w Worku kot Idź do Cholery
Niesiono niewidzialne papieskie ordery

Kot podmiejskiej kolejki stary kot Eliota
Na końcu jeśli chcecie – szła połowa kota

Koleżka naszej Psotki biały kot Półgłówek
Tu u nas każdy chciałby mieć taki pochówek.


Jeśli się dobrze przyjrzeliście, a jak wiadomo: Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu, to zobaczyliście orszak kotów i nie tylko kotów towarzyszący Asi. I niech jej nigdy nie opuszczą.

Małgorzata Serwatka

 

Dziennik elektroniczny

Plan lekcji

Kalendarium

Logowanie